zamknij

Wiadomości

Żorzanin: umierałem trzy razy

2021-07-13, Autor: ab

Historia Kamila Kuczawskiego jest dowodem na to, że nigdy nie możemy być pewni jutra. Choroba zwaliła go z nóg w listopadzie, do tej pory nie wstał.

Reklama

Na pełnej petardzie

Kamil Kuczawski, to młody mężczyzna, żorzanin, który do listopada ubiegłego roku prowadził aktywny, pełen wyzwań zawodowych tryb życia:

- Każdy weekend spędzałem w innym miejscu. Obsługiwałem koncerty, dbałem o formę, byłem szczęśliwy. Dziś jestem zamknięty w czterech ścianach. Jestem wściekły na całą tę sytuację - powiedział nam żorzanin.

W listopadzie zachorował na Covid-19

Pan Kamil trafił na oddział covidowy w Rybniku 10 listopada 2020 roku, po tym jak stracił przytomność w swoim domu.

- Tam pojawiły się poważne powikłania dotyczące pracy jelit. Doszło do ostrego zakażenia Clostridium. Bakteria nie odpuszczała, kilkukrotny jej nawrót doprowadził do zakażenia gronkowcem, rozwinęła się sepsa. Po opanowaniu pierwszych jej objawów i po uzyskaniu negatywnego wyniku na Covid w połowie grudnia mąż trafił na oddział neurologiczny. Wtedy już doszło u niego do zapaści umiejętności motorycznych - opisuje sytuację zdrowotną naszego rozmówcy jego żona Anna.

Z oddziału covidovego Kamil Kuczawski trafił na oddział neurologiczny rybnickiego szpitala.

Tam okazało się, że jego nogi i ręce są kompletnie bezwładne. W rybnickim szpitalu spędził łącznie 12 tygodni:

- 6 tygodni na oddziale covidowym, kolejne 6 na oddziale neurologicznym. To pokonało mnie psychicznie - wspomina ten koszmarny okres mieszkaniec Żor.

W tym czasie z rodziną kontaktował się wyłącznie telefonicznie:

- Do łóżka miałem zainstalowaną specjalny chwytak na telefon. Nieustannie byłem w kontakcie z kimś z rodziny. Tylko to dało mi siłę, żeby przetrwać - dodaje Kamil Kuczawski.

Niestety ze szpitala Pan Kamil już nie wyszedł - wyjechał na wózku inwalidzkim, który stabilizował mu całe ciało. Ręce i nogi były bezwładne. Od razu rozpoczął intensywną rehabilitację najpierw w Reptach, potem w prywatnej placówce w Katowicach. To pozwoliło mu usprawnić ręce, nogi nadal są niesprawne:

- Stałem się więźniem we własnym domu. Nawet możliwość skorzystania z domowego ogródka, okazuje się być problematyczna. Pomagają mi najbliżsi, rodzina, mam też opiekuna medycznego - wyjaśnia rozmówca.

Świat z perspektywy wózka

- Kiedy człowiek jest w pełni sprawny, kompletnie nie dostrzega barier czyhających na osoby niesprawne. Ostatnio koło wózka zaklinowało się w kostce brukowej - to była kilkudziesięciominutowa walka - i najgorsze było to, że ludzie przechodzili koło mnie obojętnie, nikt nie zapytał czy jakoś pomóc, nikt nie zwrócił na mnie uwagi - gorzko wspomina Kamil Kuczawski.

Teraz konieczny jest zakup nowego wózka - lekkiego, sportowego, który ułatwiłby mu poruszanie się po mieście. To jednak ogromne koszty.

Pana Kamila czeka w najbliższym czasie operacja nogi. Jest ona konieczna, by mógł wrócić w tryby rehabilitacji.

- Dziś przyszło mi prosić o pomoc. Z otrzymywanego świadczenie rehabilitacyjnego w kwocie 1300 złotych niewiele zostaje mi na rehabilitację - tłumaczy swoją sytuację.

Dziś możecie wesprzeć go tu:

 

Oceń publikację: + 1 + 20 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuZory.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.