zamknij

Koronawirus na Śląsku. Informacje

Dramat na kwarantannie. „Jesteśmy ludźmi drugiego sortu”. Pomógł szpital w Żorach

2020-05-20, Autor: Bartłomiej Furmanowicz

Bez kontaktu, bez wsparcia, za to z dużym bagażem niepewności, a wręcz strachu. Osoby na kwarantannie przeżywają swoje osobiste dramaty. Jeszcze gorzej, gdy dochodzi obawa o dzieci. W sieci krąży post jednej z internautek. Opowiada o dramacie, jaki spotkał jej rodzinę, a zwłaszcza 2-letnią córkę.

Reklama

O tym, jak utrudniony jest kontakt z rybnickim sanepidem w dobie koronawirusa piszemy nie od dziś. Cały czas otrzymujemy od Was maile i telefony dotyczące tego, ile razy już tam wydzwanialiście – bez odzewu. Ze strony naszej redakcji również były kierowane pytania do Sanepidu w Rybniku. Odpowiedzi były lakoniczne, albo nie było ich w ogóle. Pozostaje więc nagłaśnianie tego typu spraw z nadzieją, że tego typu artykuły zmuszą kogoś do refleksji.

Publikujemy post jednej z internautek, która kilka godzin temu postanowiła opisać, jak wygląda życie na kwarantannie – życie, które może zamienić się w dramat z chorą córką. Pomoc dla jej rodziny przyszła dopiero w Żorach i Raciborzu.

Poniżej post pani Anny (nazwisko znane redakcji), bez korekty, jedynie z wydzielonymi akapitami:

Dzisiaj coś pękło i postanowiłam opisać jak wygląda pomoc dla górników i ich rodzin, zwłaszcza dzisiaj kiedy moja 2 letnia córeczka znalazła się wreszcie w szpitalu jednoimiennym w Raciborzu. Zacznijmy od początku. Mąż pracuje na kopalni. 5. 05 dowiedział się, że ma kwarantannę (pracował z osobą, która ma wynik dodatni na covid -19). Cóż jak trzeba to trzeba. Do 19. 05 jakoś czas zleci. Jeszcze myśl, że nawet jak będzie plus u nas to może bezobjawowo.

Z piątku na sobotę (8 – 9.05) nasza córeczka zaczyna gorączkować, nikt inny nie miał żadnych objawów. Założyliśmy, że może jakaś wirusówka, zwłaszcza, że oprócz niewielkiego rozwolnienia nic się nie działo. Oczywiście, zaznaczmy, że z sanepidu w Rybniku nadal nikt się z nami nie skontaktował. Dodzwonić się do nich to „cud nad Wisłą”. Podajemy ibuprofen i paracetamol na zmianę.

W sobotę oprócz naszej 2 latki, gorączkują 4 letni syn i 11 miesięczna córka. Niepokój rósł, ale jeszcze bez paniki, ponieważ nie było podstaw sądzić, że to coś więcej niż tzw. 3 dniówka. W międzyczasie nadal staramy się skontaktować z sanepidem. W niedzielę nad ranem gorączka naszej dwulatki wynosi 40, 2 – pozostałe dzieci bez gorączki. Dzwonimy na 112. Po usłyszeniu, że jesteśmy na kwarantannie, połączono nas z ratownikiem medycznym. On uświadomił nam, że nawet nie jesteśmy zgłoszeni, że jesteśmy objęci kwarantanną. Po rozmowie zalecił wsadzić córkę do wanny i schładzać dolewając letniej wody oraz dzwonić na szpital w Rybniku.

Oczywiście dzwonimy, przecież mamy kwarantannę i powinni nam pomóc. Odbiera lekarz pediatra dzieci młodsze, przedstawiam się, mówię, co się dzieje z dziećmi, a zwłaszcza z córką. Słyszę, jak w tle lekarz mówi, że córka ma objawy, a do mnie, że mamy zbijać gorączkę. Jakby się pogorszyło dzwonić do szpitala w Rybniku lub dzwonić do szpitala jednoimiennego. Nie zapomnijmy dodać, że pojawia się pytanie czy już mamy wyniki wymazu. Widocznie lekarza nic nie zaniepokoiło.

Decyzja, że jak nie będzie wyboru, łamiemy kwarantannę i jedziemy od razu do Raciborza do szpitala. Cały czas mąż próbuje dodzwonić się do rybnickiego sanepidu. Wow! Udało się. Mąż informuję panią co się dzieje, Pani zbiera dane, dostajemy nr telefonów do szpitali jednoimiennych w Tychach i Raciborzu. Mamy czekać na wymazobus, ma być zaraz w poniedziałek. O ironio gorączka zaczyna spadać, a w poniedziałek popołudniu córka ma 36.6. O my naiwni pomyśleliśmy, że 3 dniówka i panika niepotrzebna.

Oczywiście, kontakt z sanepidem utrudniony, a wymazobus przyjeżdża we wtorek. Wymaz pobrano od całej rodziny. W poniedziałek i wtorek córeczka miała 36.6 i pomyśleliśmy, że już po wszystkim. Zwłaszcza, że u nikogo z domowników nic się więcej nie działo. W środę córeczka zaczyna polegiwać, niepodobne do niej, kto ma dwulatka ten wie. Temperatura 37, 8 – a potem 36.6. Jednak nawet jak było 36.6 gorąca jak piecyk, oczy szkliste. Pokazuje jednak na majteczki i że ją boli. Myślę, że może infekcja pęcherza, trzeba zrobić badania.

Mąż próbuje nawiązać kontakt z sanepidem (setki prób). Czwartek, piątek tak samo. Dziecko poleguje, a później skacze jakby się nic nie wydarzyło. Cały czas dobijamy się o nasze wyniki, zwłaszcza o wynik córki. Z piątku na sobotę pojawia się grudkowata wysypka na nogach. Pierwsza myśl, czy coś zjadła, wypiła i ją uczuliło. Wieczorem zauważamy, że pod kolanami pojawiły się żyłki i na łydkach, jak żylaki u starszych osób. Temperatura 37,4 – córka marudna. W niedzielę rano dzwonimy do szpitala w Rybniku na oddział pediatrii. Oczywiście po informacji, że jesteśmy na kwarantannie, pada pytanie o wynik wymazu – nie mamy.

Cały czas staramy się skontaktować z sanepidem, albo zajęte, albo nie odbierają – kto dzwonił, ten wie. Dzwonimy do WSE w Katowicach z prośbą o pomoc, a następnym razem telefonicznie składamy skargę na sanepid w Rybniku. Za każdym razem, jak udało się nam dodzwonić, mąż informował, że z córką coś się dzieje. Odpowiedź, że rozumieją i wyników szukają. Tyle. Dzwonimy do szpitala jednoimiennego w Raciborzu. Jezu wreszcie ktoś chce nas wysłuchać i pomóc. Pani doktor przeprowadza 30 min wywiad na temat córki i pozostałych członków rodziny. Ale nie wiem czy wiecie, bo ja nie wiedziałam, nie mogła nam pomóc, bo szpitale jednoimienne zajmują się tylko pozytywnymi pacjentami. Zostaje nam bez wyników wymazów SOR lub pediatra w przychodni.

Patrzysz na swoje dziecko i już wiesz, że państwo ma człowieka na kwarantannie gdzieś. Jednak trafiliśmy na lekarza z sercem. Pomimo tego, że nie znamy wyników wymazów, dzwoni do nas w poniedziałek rano z pytaniem - co z córką. My już jesteśmy po konsultacji z naszym pediatrą (wysłałam zdjęcie wysypki na nogach). Kazał córkę kąpać w krochmalu, bo to uczulenie. Oczywiście, że wspomniałam, że była wysoka gorączka, a stan podgorączkowy się pojawia i znika i że żyłki na nodze. Mamy dzwonić jak się pogorszy. Kontakt z sanepidem jak wyżej, bez zmian – człowiek zadaje sobie pytanie po co oni są. Jak poinformowaliśmy panią doktor o zaleceniach kąpieli w krochmalu, powiedziała, że ona spróbuje zapytać o nasz wynik. Do końca życia będziemy jej wdzięczni. Bo nie wiem co zrobiła, ale o 15 w poniedziałek 18.05 dzwoni do nas sanepid. Pani poinformowała, że dostali telefon w sprawie naszej córki. Zapytała dlaczego na 112 nie dzwonimy. Język niecenzuralny się pojawia – jak nie dzwonimy? Z temperaturą 40 stopni dostajemy zalecenia, to z 37,5 i krostkami na nogach ktoś się przejmie? Zdaniem pań karetka powinna była przyjechać, ale nie przyjechała, wyników nadal nie ma.

Zaczyna się gorączkowe szukanie wyników córki. Nie ma i nie będzie. Decyzja sanepidu, że dziecko powinno zostać przebadane. Kierują nas (nie wiem dlaczego) do szpitala do Żor . Kazali nam jeszcze poinformować policję w Rybniku, żeby problemów nie było. Dzwonię, przedstawiłam się i informuję, że jesteśmy na kwarantannie, a musimy jechać z córką do szpitala na badania. Oficer dyżurny KP w Rybniku odpowiedział, że mi nie wierzy, że mogę kłamać, każdy może zadzwonić, powiedzieć, że opuszcza kwarantannę. Stwierdził, że jak przyjedzie patrol to zrobi notatkę i będę się w sądzie tłumaczyć, dlaczego opuściłam kwarantannę. Nie zadał sobie trudu, żeby zapytać o co dokładnie chodzi. Podziękowałam i się rozłączyłam. Co się wtedy czuje? Policja ponoć pomaga. Zero empatii i zrozumienia. Zanim wyjechaliśmy przyjechał patrol i ponownie zgłosiliśmy.

O 16.00 byliśmy w Żorach przed izbą przyjęć. Rozmowa z lekarzem przez telefon. Decyzja pani doktor, że poszuka naszych wyników, mamy poczekać w aucie. Czekaliśmy 2,5 h. Ludzie na kwarantannie są jak kukułcze jaja, nikt ich nie chce, bo mogą zarażać. O 18.30 wchodzimy, pobierają wymaz mnie i córce, robią badania, o 21 mamy wyniki. Krew i mocz ok., posiewy za 5 dni, a test na covid dnia następnego tj. 19.05. Podjęłam decyzję, że nie ma sensu zostawać w szpitalu – w wypisie: infekcja wirusowa i podejrzenie koronawirusa. Mamy kwarantannę, więc możemy czekać w domu, a nie w izolatce, zwłaszcza, że córka była żywa i kontaktowa. A jak wyjdzie plus to i tak czeka nas szpital jednoimienny.

O 22 jesteśmy w domu, temperatura 37,2. Nadszedł 19.05, ostatni dzień kwarantanny (o my naiwni). Kontakt z sanepidem – jak z sympatią, która cie olewa – trudny i ciężki, do tego wyników nadal brak. Około 10 gorączka córeczce skacze do 37,5 (rano 36.6) i do godziny 14 mamy 38.4.
Nadal jesteśmy bez wyników. Nie ma ich. Kwarantanna przedłużona do 2.06 i ponownie przyjedzie wymazobus. Co się człowiekowi na usta ciśnie to każdy wie. Co to za instytucja, która gubi wyniki badań na chorobę zakaźną w czasach pandemii??!!. Odpowiedź pań, że przedłużą nam kwarantannę, testów nie ma i musimy mieć pobrany wymaz na nowo. Do cholery nikt za to nie odpowiada? Nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel? Przecież my jesteśmy żywymi ludźmi, którzy robią wszystko, żeby uzyskać pomoc, bo jesteśmy zostawienie sami sobie.

O 17.40 telefon ze szpitala, są wyniki. Ja mam wynik ujemny, ale nasza 2 letnia córeczka ma wynik dodatni. Podejmujemy decyzję, że jedziemy do szpitala w Raciborzu. Pani doktor ze szpitala w Żorach, dzwoni do szpitala w Raciborzu, miejsce jest, tylko musimy dojechać. Myśl, dzięki bogu, ktoś nam pomoże. Do sanepidu w Rybniku dzwoni szpital z Żor i szpital z Raciborza. Cud - telefon z sanepidu, z pytaniem o transport dla córki. Tłumaczenie, że nie ich wina, że testów nie ma.

Karetka przyjechała po 21, córeczka została zabrana do szpitala jednoimiennego w Raciborzu. Wreszcie zostanie przebadana i otrzyma pomoc. Ze strony sanepidu ani razu nie padło słowo przepraszam. Po co w ogóle Wy jesteście? Będąc na kwarantannie jesteśmy ludźmi 2 sortu. Ktoś powinien za to odpowiedzieć, że nasze pobrane wymazy przepadły i to wszystko tak długo trwało. System jest nieudolny i ludzie muszą sobie radzić sami. Dziękuję lekarzom z Raciborza i Żor. Gdyby nie lekarze z pasją nadal czekalibyśmy z córką w domu. Odpowiedzialnych brak.

Na naszą skrzynkę mailową, czy fanpage'a również przychodzą Wasze wiadomości.

Natalia napisała:

Proszę o pomoc i nagłośnienie sprawy rybnickiego sanepidu. To jest skandal! Tyle rodzin górników jest na ostatnim miejscu. Mój narzeczony został oddany na kwarantanne miesiąc temu! Ja do tej pory nie mam wymazu. Narzeczony miał wynik pozytywny 27 kwietnia. Po 10 dniach od wyniku znowu miał pobrany wymaz. Jest 12 dzień, wyniku nie ma dalej. Sanepid ma wyłączone telefony, na e-maile nie odpowiadają. Skandal od tygodnia dzwonimy tam cały dzień i w nocy, nie śpimy, ciągle jesteśmy w strachu. Tyle rodzin jest w takich samych sytuacjach. Proszę o pomoc na prawdę nie mamy już siły. Policja jest bezradna, kieruje do sanepidu.

Wojciech:

Mogłaby redakcja opublikować więcej kontaktów do sanepidu albo zrobić większy hałas w tej sprawie, bo zero kontaktu z sanepidem i zero odzewu na moje elektroniczne zgłoszenie przez lekarza. Ludzie chcą wrócić albo do pracy, albo wiedzieć co im dolega. Może by też sprawdzić, czy są testy, bo jakoś informacje zalane straciły się lub jakiś błąd to podpada. A tu całe miasto czeka opinie na sanepid widać jak już wystawiane od kilku dni może by coś ruszyć i by nie tylko sanepid decydował o sprawach, które powinny być decyzja lekarzy, a nie pań od kawy, które telefon nawet nie odbiorą.

Monika:

Witam, pisze w sprawie naszego sanepidu. Czy jest możliwość nagłośnienia sprawy jak interesują się osobami które, mają dodatni wynik, a przez prawie tydzień nie mają informacji sanepidu o kwarantannie. Policja nie ma ich w bazie osób a kwarantannie i na dobra sprawę siedzą w domu a nie wiadomo na jak długo bo oficjalnie sanepid nie nałożył kwarantanny.

Odpowiadając na powyższe wiadomości: niestety, Sanepid w Rybniku prowadzi Całodobową Infolinię temat koronawirusa tylko pod dwoma numerami: 609 519 193 lub 508 450 028.

Podobnie jest w przypadku WSSE w Katowicach: 606 326 142, 606 488 680. Stały dyżur pełni punkt informacyjny WSSE Katowice: (32) 351 23 00.

Przypomnijmy też Polska Grupa Górnicza uruchomiła również dla pracowników specjalną infolinię: 32 716 22 22. Można tam uzyskać podstawowe informacje dotyczące epidemii koronawirusa i spraw z nią związanych. Operatorzy udzielają odpowiedzi na pytania ogólne dotyczące sposobu postępowania, przebiegu ewentualnej choroby, metod profilaktyki a także na pytania szczegółowe dotyczące indywidualnych przypadków. Infolinia udziela także informacji o wynikach przeprowadzonych testów.

Oceń publikację: + 1 + 72 - 1 - 9

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuZory.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert tuZory.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera tuZory.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy obawiasz się koronawirusa?

Tak

73,34%

Nie

26,62%

Oddanych głosów: 2622