zamknij

Sport i rekreacja

Liga okręgowa: przegrali wygrany mecz

2013-06-09, Autor: Mateusz Kornas
Piłkarze KS Żory przegrali u siebie z rezerwami Energetyka ROW Rybnik 2-3. – Mieliśmy karnego, mogliśmy wygrać 3-1, a przegrywamy – mówił po meczu kapitan drużyny, Paweł Gliszczyński.

Reklama

Do meczu z Energetykiem żorska drużyna przystąpiła bez pauzujących za kartki Dariusza SamkaBartosza Kurpińskiego. Po ostatnim meczu połamane żebra ma Dariusz Kowalewski. Mimo tych strat, w walce o utrzymanie zespół bezwzględnie potrzebuje zwycięstw.

Spotkanie gorzej rozpocząć się nie mogło. Już w 6 minucie goście wyszli na prowadzenie. 0-1. Zimny prysznic podziałał na nasz zespół motywująco. Ciężar gry przeniósł się na połowę rybniczan i w 10 minucie Mariusz Adaszek miał piłkę na 20 metrze przed bramką. Z rzutu wolnego strzelił jednak w mur.

 

 

5 minut później groźnie było pod bramką Daniela Palarczyka. Dośrodkowanie z prawej trony trafiło na głowę napastnika przyjezdnych, ale jego strzał wypiąstkował bramkarz gospodarzy. W odpowiedzi z kontrą 3 na 3 wyszli żorzanie. Z decyzją o podaniu bądź strzale zwlekał Michał Adamczyk i w efekcie akcja spaliła na panewce.

 

 

Wyrównujący gol padł w 22 minucie gry. Dośrodkowanie Pawła Sudoła z rzutu rożnego na gola zamienił niepilnowany Karol Pitlok. 1-1. To dodało gospodarzom animuszu.

 

 

Pierwsze 30 minut, nie licząc straconej bramki, upłynęło pod znakiem skutecznej i zorganizowanej gry KS Żory. Formacje grały blisko siebie, drużyna stosowała wysoki pressing, a środkowi obrońcy odważnie przejmowali piłki już w okolicy środka boiska. W tym okresie spotkania przyjezdni nie byli w stanie zagościć na połowie żorskiego zespołu.

 

 

Ostatnie 10 minut pierwszej połowy było już bardziej wyrównane. Najpierw fantastyczny strzał do boku sparował Palarczyk, a za chwilę w sytuacji sam na sam znalazł się Pitlok, któremu w sukurs poszedł Rafał Rybak.  Pitlok zdecydował się jednak na indywidua akcję. Wszedł w pole karne, wyprzedził obrońcę, ale nie zdołał kopnąć piłki obok bramkarza. Napastnik KS-u był w tej sytuacji faulowany wślizgiem od tyłu i gdyby upadł sędzia mógł podyktować karnego.

 

 

Tuż przed przerwą gorąco było jeszcze pod bramką żorskiego zespołu. Najpierw Paweł Gliszczyński spóźnił się za skrzydłowym rywali, ale nikt z gości nie zamknął lecącej wzdłuż pola karnego piłki, a potem Palarczyk nie dał się pokonać w sytuacji jeden na jednego.

 

 

Po wznowieniu gry, w drugiej połowie, drużyna Marcina Lewandowskiego wyglądała jak wściekła. Już w 47 minucie tę energię udało się idealnie spożytkować. Po płaskim dograniu Rybaka, w polu karnym odnalazł się Mariusz Adaszek i mocnym strzałem nie dał szans bramkarzowi rywali. Było 2-1 dla KS-u.

 

 

Chwilę potem Adamczyk i Żurkowski wywalczyli piłkę w środku boiska po czym ta powędrowała do Rybaka. Napastnik KS-u zagrał piłkę przed siebie, zademonstrował imponującą szybkość, wyprzedził obrońcę i po pokonaniu kilkudziesięciu metrów znalazł się sam na sam z bramkarzem gości. Niestety, uderzył na siłę, prosto w rywala.

 

 

Rybniczanie znowu byli zepchnięci do defensywy i mieli problem z wymienieniem piłki na połowie KS-u. Nasz zespół zwietrzył szansę i poszedł za ciosem. W 54 minucie Rybak zakręcił obrońcą, który zdezorientowany pociągnął go za spodenki. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na wapno.

 


Do „jedenastki” podszedł Adaszek. Mógł strzelić swojego drugiego gola w meczu i szóstego w sezonie. Mógł dać swojej drużynie prowadzenie 3-1. Niestety, strzał środkowego pomocnika minął prawy słupek bramki.

 

 

Ciężko stwierdzić, czy niewykorzystany rzut karny rzeczywiście podłamał żorską drużynę czy po prostu po zaczęło ubywać jej sił. Imponujący i ofensywny początek musiał ich sporo kosztować. Faktem jest jednak, że już 3 minuty po feralnej „jedenastce” ROW wyrównał stan meczu.

 

 

Pasywnie zachowała się linia obronna KS-u. Obrońcy odpuścili piłkę myśląc, że ta wyjdzie poza pole gry. Gracz przyjezdnych zdołał ją jednak dopaść i dośrodkować,  a Palarczyk przedłużył jej lot wprost pod nogi przeciwnika. Ten ostatni mocnym wolejem umieścił piłkę w siatce. 2-2.

 

 

Od tego momentu inicjatywę przejęli goście, a nasz zespół atakował już tylko sporadycznie. Tak było m.in. kiedy z piłką ruszył Mateusz Gajek. Grający w tym meczu na lewej pomocy, zawodnik gospodarzy minął dwóch przeciwników i oddał strzał z dystansu. Bramkarz sparował uderzenie na rzut rożny.

 

 

Na domiar złego z powodu problemów mięśniowych z boiska zejść musiał Rybak. Drużyny nie ożywił też Norman Winiarski, który na boisku zameldował się w 67 minucie spotkania.

 

 

Pod naporem przeciwnika dwukrotnie popisał się Sudoł. Lewy obrońca KS-u za pierwszym razem powstrzymał rywala wślizgiem, kiedy ten miał ją już tylko skierować do pustej bramki. Kilka minut później Sudoł znowu w roli ostatniej instancji, zatrzymał rywala, który samotnie pędził w kierunku bramki. W sytuacji jeden na jednego kapitalnie interweniował też Palarczyk, ale nie uchroniło to naszego zespołu od straty punktów.

 

 

Swoją przewagę rybniczanie wreszcie udokumentowali w 76 minucie. We własnym polu karnym przeciwnika zahaczył Lewandowski. Łukasz Bałszyński pewnie wykorzystał karnego i rezerwy Energetyku ROW Rybnik prowadził w Żorach 3-2.

 

 

Wynik meczu już się nie zmienił. Przedziwne było to spotkanie, bo przez połowę czasu gry żorski zespół prezentował piłkę, która dawała podstawy do sięgnięcia po komplet punktów. Niestety dobra gra nie została spożytkowana. Zabrakło wyrachowania i zimnej krwi - słowem -  skuteczności.



W niedzielę swój mecz rozegra LKS Studzionka, która w tej chwili jest na przedostatnim miejscu i traci do żorzan 1 pkt. 

 

 

 

KS Żory – Energetyk ROW II Rybnik 2-3 (1-1)

 

 

Paweł Gliszczyński, kapitan KS Żory:

- Czy złapała nas zadyszka? Raczej bym powiedział, że ten rzut karny nas podłamał. Mogło być 3-1, a przegrywamy. Mecz był do wygrania. Nie umiemy się jakoś przełamać po zwycięstwie ze Studzionką. Po ostatnim meczu w Bełku wypadło nam trzech zawodników. Ile drużyn spadnie? Tego obecnie nie wiedzą nawet w Śląskim Związku Piłki Nożnej. Gdyby miały spaść 3 drużyny, musielibyśmy wygrać wszystkie 4 pozostałe mecze, żeby utrzymać się w lidze i kogoś jeszcze wyprzedzić. Ciężka sytuacja, kadra jest też coraz mniejsza. W środę mamy następny mecz. Mam nadzieję, że się pozbieramy. Wracają do nas Darek Samek i Bartek Kurpiński. Jeden człowiek do przednich formacji, drugi do obrony.

 

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuZory.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert tuZory.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera tuZory.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy kiedykolwiek próbowano was oszukać fałszywymi sms-ami?



Oddanych głosów: 748