zamknij

Wiadomości

Rodzice w Żorach mają dość „zdalnego”? Wysyłają dzieci do szkoły

2020-11-16, Autor: Monika Krzepina

Od tygodnia wszyscy uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych uczą się zdalnie. Tak wygląda teoria. A w praktyce? Niektórzy rodzice mimo to wysyłają dzieci do szkoły. - To nie tylko bardzo duży problem organizacyjny dla placówek, ale i narażanie zdrowia nauczycieli – komentuje Ilona Witala-Sługa, z żorskiego Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Reklama

Ostatnie rozporządzenie MEN w sprawie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 w odniesieniu do uczniów, którzy z uwagi na rodzaj niepełnosprawności lub brak możliwości realizowania zajęć z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość nie mogą realizować tych zajęć w miejscu zamieszkania nakłada na dyrektora obowiązek zorganizowania zajęć w szkole lub umożliwienie uczniowi realizacji zajęć z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość na terenie szkoły.

Jeżeli więc do dyrektora szkoły wpłynie taki wniosek od rodzica, to jest on zobowiązany do takich działań.

- Po przeprowadzonej pod koniec ubiegłego tygodnia przez Bożenę Dąbrowską  - naczelnik Wydziału Edukacji konferencji online z dyrektorami placówek oświatowych wynika, że zarówno w szkołach podstawowych, jak i średnich w Żorach są tacy uczniowie. W jednych jest to kilka osób, w innych kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt – informuje Adrian Lubszczyk, kierownik Biura Promocji, Kultury i Sportu.

Rodzice naciągają przepisy?

Dyrektorzy nie mają możliwości, aby zweryfikować sytuację rodzinną ucznia. Ilona Witala-Sługa prezes żorskiego Związku Nauczycielstwa Polskiego podejrzewa, że rodzice naciągają przepisy.

- We wrześniu placówki przeprowadzały ankiety, czy dzieci mają warunki do nauki zdalnej w domach. Wówczas tylko kilka osób zgłaszało problem – zauważa.

Po tym jak wprowadzona została nauka zdalna, do dyrektora jednej z żorskich podstawówek trafiła petycja rodziców z informacją, że nie mają możliwości zorganizowania dzieciom kształcenia indywidualnego.

- Sprawa dotyczyła jednej klasy. Dyrekcja poinformowała ich, że muszą złożyć oddzielne wnioski, tak też zrobili. Każdy napisał własne podanie – zauważa pani prezes.

„Zdalna” nauka w szkole

W jednej ze szkół dyrektor zaproponował oddzielną salę z dostępem do komputera, gdzie uczniowie mogli uczyć się zdalnie pod okiem bibliotekarza. - Uczniowie przychodzili tylko przez kilka dni – podkreśla.

W niektórych placówkach w jednej sali nauczyciel prowadzi zdalne lekcje dla uczniów, którzy siedzą w klasie obok. Są też przypadki, że nauczyciel równocześnie prowadzi lekcje online i dla dzieci, które siedzą w tym samym pomieszczeniu.

- Trwa epidemia i mamy przepisy, do których powinniśmy się stosować. Nauczyciele też musieli się nauczyć prowadzenia zdalnych zajęć. A takie praktyki narażają ich zdrowie. To boli mnie najbardziej. Gdy dojdzie do zakażenia, to kto będzie uczył? - ubolewa Ilona Witala-Sługa.

A Wy co o tym myślicie? Czy rodzice naciągają prawo, a może nie mają innego rozwiązania? Czekamy na Wasze opinie!

Oceń publikację: + 1 + 71 - 1 - 58

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (4):
  • ~Mag 2020-11-17 08:37:51

    Taki jest czas. Wiele decyzji nam się nie podoba ale skoro są takie wytyczne, to musimy się do nich dostosować. Sama mam dzieci na zdalnym i muszą sobie sami poradzić. My (rodzice) w pracy. We wrześniu wychowawca pytał, czy jesteśmy w stanie przejść na zdalne, jeśli będzie taka potrzeba. Zdawaliśmy sobie sprawę, że prędzej czy później to nastąpi. Teraz nagle ludzie jakby pierwsze słyszeli, że muszą zorganizować dziecku naukę w domu." Wielka niespodzianka" , że jest pandemia. Tak to jest jak się 500+ należy ale poszło na paznokcie. No i na sprzęt na naukę nie starczyło. Żeby ktoś nie myślał, że ja za przeproszeniem "sr*m" pieniędzmi. Jestem zwykłym zjadaczem chleba i wiele muszę sobie odmówić, aby dzieci mogły się uczyć z domu. No ale trzeba znać swoje priorytety.

    54 12
  • ~Tonio 2020-11-18 16:16:41

    Troszeczke mnie to smieszy ze nauczyciele sa narazani na zarazenie..przez dzieci.. bo wychodzac z pracy ida do Biedronki,Auchana itp na zakupy..gdzie dotykaja różnych towarow,ktore byly dotykane przez setki innych ludzi w tym chorych..i wtedy sie nie boja?Wsiadaja do miejskiej komunikacji..gdzie jesli myslicie ze kierowca za kazdym kto wyszedl przeciera siedzenia..słupki to wspolczuje tej slepej wiary.. Nie przekonuje mnie taka narracja tej pani. Co do mozliwosci zdalnego nauczania..nie wszyscy maja komputer..(bo jesli uwazacie ze nauka na tel to super pomysl to gratuluje..) nie wszyscy maja zasieg..(ja wasnp. w osinach mam bardzo slaby..nie mam swiatlowodu) i jeszcze jedna sprawa...krzyczymy na dzieci zeby nie siedziały non Stop przed komputerem.. a tu prosze 7 latek musi.. siedziec po kilka godzin ehhh..
    I kto mi udowodni ze Pani nauczycielka jesli sie pochoruje to ze to wlasnie zarazila sie w szkole.. a nie od meza ktory zarazil sie w pracy?
    Albo w sklepie albo w autobusie?Ludzie opanujcie sie..bo jeden drugiemu wilkiem sie staje.. pozdrawiam Tata 7 latka,ozdrowieniec

    15 11
  • ~Tonio 2020-11-18 16:29:44

    "A takie praktyki narażają ich zdrowie. To boli mnie najbardziej. Gdy dojdzie do zakażenia, to kto będzie uczył?
    To ja mam pomysl.. od jutra nikt nie idzie do pracy bo mozemy sie zarazic..ja mam codziennie stycznosc z kilkudziesiecioma ludzmi.. oni ze swoimi rodzinami...i obawiam sie ze takie praktyki jakie stosuje moj prezes ze ja musze przychodzic do pracy pelnej ludzi naraza moje zdrowie. No czy ta kobieta sie slyszy??
    Ja zachorowalem i przeszedlem covid 19.. i uwierzcie mi ze nie mam pojecia od kogo sie zarazilem.. i gdzie to bylo.. musielibysmy siedziec wszyscy w domu..ale wtedy umrzemy z glodu...

    9 7
  • ~pav 2020-11-18 22:34:27

    A mnie smieszy, ze po tylu latach pincet+ ktos jescze dziecku komputera nie sprawil.

    23 3

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuZory.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.