zamknij

Wiadomości

Ludzie z pasją: o Jasiu, który staje się Mikołajem

2017-12-10, Autor: wk

Zna go większość mieszkańców – może niekoniecznie z nazwiska, ale z widzenia na pewno. Janusz Głąb to znany w mieście plakaciarz, który pracuje w swoim fachu od wielu lat.

Reklama

Spotykamy się późnym popołudniem, 6 grudnia w żorskim hospicjum. Dziś Janusz Głąb nie jest plakaciarzem, a Mikołajem. Właśnie skończył odwiedzać pacjentów oddziału opieki paliatywnej, zagadywał także ich rodziny, robił sobie pamiątkowe zdjęcia i... oczarował personel medyczny. W trakcie rozmowy ściąga mikołajową czapę i brodę. Na twarzy widać lekkie zmęczenie, choć dla niego to nie koniec dnia. Wieczorem jeszcze wsiądzie do samochodu i pojedzie do Orzesza. – Co roku odwiedzam tam Szpital Chorób Płuc. Pacjenci bardzo się z mojej wizyty cieszą, dla każdego mam bombonki – przyznaje Janusz Głąb.

Co wyróżnia go od innych Mikołajów? Wszystko, co robi – robi z potrzeby serca. Nikt mu za jego pracę nie płaci, a wręcz sam szuka sponsorów i darczyńców, dzięki którym może kupić cukierki i rozdawać je dzieciom i starszym napotkanym na drodze. Jak długo już pełni rolę Mikołaja? – Żeby nie ocyganić…. Nie pamiętam, co najmniej kilkanaście lat. Najpierw chodziłem z kolegą – on był Mikołajem, a ja byłem przebrany za diabła. Później, gdy on się wykruszył, kupiłem strój Mikołaja i ruszyłem w miasto w zamian za niego. Chodzę cały czas sam od siebie. Mam 11 sponsorów, którzy albo dają mi bombonki, albo pieniądze na bombonki. Dzięki nim po prostu jestem – mówi.

W środę, 6 grudnia udało mu się odwiedzić żorski Rynek, szkołę w Pawłowicach, okolice przedszkoli i prywatne mieszkania. Dzień później wizytował Dom Pomocy Społecznej na os. Powstańców Śląskich. – Kiedyś ludzie zabierali mnie z drogi do domów, teraz jednak tradycja zanika. W tym roku rodzice przy jednym z przedszkoli omijali mnie szerokim łukiem, a ja miałem przygotowane cukierki dla dzieciaków – przyznaje, lecz szybko dodaje. – Ten czerwony strój ma jednak w sobie jakąś magię. To jeden dzień, w którym jestem ważny. I policja się zatrzymuje, i samochody. Machają, zagadują. Widzę uśmiechy ludzi, co mnie cieszy, daje mi energię. Gdybym tak nie chodził jako Mikołaj, to bym nie umiał sobie znaleźć miejsca. Ja tym żyję cały czas, minimum miesiąc przed rozpoczynam przygotowania. Taka jest moja historia.

W drodze 6 grudnia towarzyszył mu fotograf Rafał Kalinowski, który dokumentował mikołajowe poczynania. - Nie ma drugiego takiego wariata jak ja. Kto za „Bóg zapłać” będzie latać po Żorach? Mam to we krwi, bo i te plakaty tak rozklejam. Gdy ktoś zapyta o mnie po nazwisku, to nikt mnie nie skojarzy. Gdy powie „Plakaciarz”, to od razu wiadomo o kogo chodzi – śmieje się Pan Janusz. – 6 grudnia jednak nie jestem Jasiem, a Mikołajem. I niech tak zostanie na jeszcze wiele lat – dodaje.

Oceń publikację: + 1 + 40 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuZory.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert tuZory.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera tuZory.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy obawiasz się koronawirusa?



Oddanych głosów: 1658